Karp – Siedliska Ryb

Obecnie często zdarza się, że niektóre zbiorniki stanowią własność prywatną, bądź są dzierżawione. Zjawisko wykupywania lub brania w wieloletnią dzierżawę akwenów przez prywatne osoby w ostatnim czasie jakby się nasila. Z pewnością wpływ na to ma duża ilość upadających zakładów rybackich. Użytkownicy tych wód tworzą z nich łowiska specjalne i sztucznie systematycznie je zarybiają. Z reguły na takich wodach nie prowadzi się gospodarki rybackiej polegającej na grabieżczych odłowach sieciowych, a i kłusownicy nie mają wstępu. Są to płatne, typowo przygotowane łowiska z panującą na nich dużą presją wędkarską. Zdecydowany wyjątek stanowią już dziś nieliczne, ukryte przed światem, niemal zapomniane śródleśne paro hektarowe jeziorka, zarybione karpiem w ten czy inny sposób przed wielu laty, czasem jeszcze przed wojną.

Inaczej jest z naturalnymi dużymi jeziorami. Tam użytkownik z zasady jest nastawiony na sieciową gospodarkę rybacką. Na dużej wodzie wprawdzie karp może doskonale ominąć sieci, ale rabunkowej gospodarki nie wytrzyma. Z reguły wcześniej czy później wpada w zastawioną pułapkę.

Ja osobiście wyszukiwałbym akweny mniejsze, takie do 100ha i jeszcze mniejsze, gdzie owszem kiedyś zarybiono celowo karpiem, bądź zarybienie było przypadkowe, ale karp nie stanowi celu gospodarczego. Szczególnie cenny jest wtedy akwen niezbyt głęboki, taki około 7 – 9m. z dużymi wypłyceniami przybrzeżnymi, porośniętymi grążelami i nenufarami o piaszczystym dnie nieco tylko zamulonym. W takich warunkach karp znajduje świetne warunki do szybkich i dużych przyrostów.

Ponieważ taki akwen jest duży, najlepiej zasięgnąć języka u stałych bywalców. Jeżeli przyjdzie nam szukać miejsc samemu, to najlepiej wybrać oczka wolnej wody wśród wyżej wspomnianej roślinności, w miejscach gdzie porasta ona większy obszar.

Można też poobserwować liście na wodzie. Czasami karpie i liny zdradzają miejsca swych kryjówek. Karpie często oskubują z robactwa liście od spodu. Przepływając pomiędzy roślinami, wyraźnie nimi poruszają, a zdarza się, że wręcz pokazują na powierzchni swoje grzbiety.

Nieraz można spotkać na brzegu miejsca z resztkami zanęty, które zdradzają pobyt wędkarzy. Wówczas dobrze jest sprawdzić, jaką zanętę używali, aby przypadkiem nie podać samemu coś przeciwstawnego, kłócącego się zapachem lub smakiem już używanym na tym stanowisku. Takie miejsca są gotowe bez większych nakładów i wysiłku, ale niosą ze sobą zagrożenie przenęcenia przez poprzedników i zakwaszenia wody. Jeśli poprzednicy polowali z brzegu, z reguły ze stanowiska w jezioro wdziera się kawałek nie zarośniętej czystej wody. Najlepiej zastosować wtedy zestaw spławikowy.

Jednak uważam, że zdecydowanie lepiej jest znaleźć na tych jeziorach stanowiska, z możliwością podejścia karpia z łodzi. Sami możemy wtedy przygotować sobie stanowisko. Szukamy kawałków czystej wody wchodzącej jęzorem pomiędzy grążele i sprawdzamy twardość dna. Jeżeli nie jest pokryte dużą warstwą mułu, twardawe o głębokości wody 1,5 do 2,5m., to rokuje dobre wyniki.

Wybraną lukę oczyszczamy z moczarki i podobnej do niej roślinności powoli wyciągając ją z wody. Pomocny jest wtedy zakrzywiony kij, na który można ponawijać roślinność i zgarniać ją w całości kępami. Następnie sprawdzamy, czy dno jest w miarę czyste od roślin, a zazwyczaj tak właśnie jest. Cała operacja trwa około pół godziny i gotowe. Po ustaniu się wody możemy zanęcić. Jeżeli dno porasta roślinność, to na powierzchni około 2m2 wysypujemy piasek zmieszany z ziemią dla przyciemnienia lub rezygnujemy z takiego łowiska i szukamy dalej. Według mnie takie czynności zupełnie wystarczają i nie trzeba czynić jakiś nadzwyczajnych zabiegów opisywanych w niektórych publikacjach. Dobrze jest przygotować sobie dwa, trzy takie stanowiska w różnych częściach, aby w razie słabych brań w jednym, popłynąć na drugie już przygotowane. Już po kilku godzinach od nęcenia możemy liczyć na pierwsze wyniki. Zakotwiczamy z dala od obranego łowiska, aby nie płoszyć ryb (zazwyczaj wystarczy około 10m.).

Zdarza się również, że na plosie jeziora znajduje się rozległa górka na głębokości około 2 – 4m. z jednym łagodnym spadem. Często okazuje się, iż mimo to, że nie jest zarośnięta, wskutek nęcenia przez wędkarzy, górka przyciąga okazałe karpie. Wtedy albo ustawiamy się na szczycie górki i próbujemy (na łagodnym stoku lub blacie) łapać zestawem spławikowym, albo bardziej przeze mnie preferowanym zestawem ze sprężyną połączonym z wywózką z brzegu. Takich samych efektów można się spodziewać na podwodnych wypłyceniach, przy wyspach leżących na plosie jeziora.

Chociaż takie akweny potrafią obfitować w olbrzymie karpie, to jednocześnie te okazy są trudne do zlokalizowania. Za to jeziora te mają wiele walorów. Można się napawać widokiem nurkujących perkozów, szalejących kaczek, czy też buszujących wśród trzcin kurek wodnych. Jakąż radość dla duszy daje widok majestatycznie pływających łabędzi albo brodzących przy brzegu czapli, czy żurawi. Czasem ten błogi nastrój może zepsuć obraz zafajdanych przez kormorany uschniętych gałęzi drzew, ale widok samych ptaków wynagradza tę przykrość. A ileż to wrażeń dostarczają przepiękne zatoczki, usłane niczym zielony dywan, podwodną roślinnością. Tak, polskie jeziora to wielki skarb przypominający raj na ziemi. Nad takie akweny warto zabrać ze sobą lornetkę.

Ciekawe z punktu wędkarskiego są glinianki, szczególnie te stare, zarośnięte zarówno roślinnością przybrzeżną ( trzcina, pałka, sitowie ) jak i dalszą wynurzoną, zwłaszcza grążelami. Zbiorniki te najczęściej nie są zbytnio głębokie, rzędu 3 czasem do 5m, choć zdarzają się dużo głębsze nawet do ponad 20m. Powierzchnia takich akwenów też jest zróżnicowana i waha się od kilku do kilkunastu hektarów. Najciekawsze oczywiście są te duże, stare, z brzegami porośniętymi krzewami i drzewami do złudzenia przypominające naturalne zbiorniki. Dno jest zazwyczaj ilasto – gliniaste, ale twarde.

Jeżeli taki zbiornik został przed laty zarybiony karpiem, to warto się nad niego wybrać. Z punktu wędkarskiego są to bardzo atrakcyjne wody. Należy w tym miejscu przypomnieć, iż to właśnie na starej gliniance padł rekordowy karp. Dziś już ten rekord jest pobity, ale nadal znajduje się na czołowym miejscu.
Tu zdecydowanie szukałbym stanowiska w szerszych lukach, pomiędzy grążelami lub na ich obrzeżach. Jeżeli luka taka dochodzi aż do brzegu i głębokość łowiska sięga około 2m., a na brzegu rośnie drzewo, aby można się skryć przed słońcem i zamaskować przed rybami, to uznałbym za wręcz wymarzone miejsce do łowienia. Czasami drzewa może zastąpić wysoka trzcina i nadbrzeżne krzewy.

Często gdy glinianka posiada właściciela, to w takich miejscach łowisko jest już przygotowane, nawet z małymi pomostami. Nie zawsze jednak jest tak wspaniale. Należy pamiętać, iż w takich zbiornikach najlepsze miejsca karpiowe, to te obfitujące w grążele i podwodną roślinność. Przy zróżnicowanym dnie i większych głębokościach ogólnych glinianki, można spotkać podwodne wypłycenia i blaty. Jeżeli w pobliżu znajdują się miejsca porośnięte grążelami, to te stanowiska właśnie okazują się dobrymi łowiskami dużych karpi.

Najczęściej stosowanymi metodami będą zestaw ze spławikiem i gruntówka z ciężarkiem lub obciążoną sprężyną zanętową. Zazwyczaj łowi się z tak bliskich odległości, iż nęci się dorzucając do łowiska ręką, ale przy dalszych odległościach trzeba posłużyć się procą. Na gliniankach z dużym powodzeniem, możemy użyć feedera z koszykiem lub sprężyną.

Łowiskami o podobnych rozmiarach są starorzecza i różnego rodzaju stawy czy śródleśne jeziorka. Jednak z reguły są płytkie i rzadko ich głębokość przekracza 5m. Różni je od glinianek przede wszystkim fakt naturalnego powstania i zazwyczaj silniej rozwiniętej roślinności wodnej. Najciekawszymi są starorzecza i zapomniane przez ludzi śródleśne jeziorka. Małe akweny mają z reguły jedno główne zagłębienie i parę mniejszych, żeby nie powiedzieć malutkich, na płytszych częściach. Mogą też mieć parę wybrzuszeń. Czasem znajduje się na plosie górka, ale rzadko. Otóż jeśli na plosie jest górka, to wtedy do niej najczęściej podpływają największe sztuki dla tego jeziora. Jeśli nie to należy szukać płytszych miejsc o równo rozciągającym się dnie. Z tym, że są na tych wypłyceniach miejsca lepsze i gorsze. Szukamy niewielkich zagłębień, takich choćby 20cm. Tam wchodzą karpie żerować. Gdy te miejsca porastają grążele to łatwo je odnaleźć, bo roślinność się przerzedza lub tworzą się oczka bez niej. Ale trzeba uważać bo takie przerzedzenia roślinności lub jej brak może okazać się podwodnym wypiętrzeniem dna. No ale to akurat łatwo sprawdzić.

Porośnięte bujną wynurzającą się roślinnością, są najatrakcyjniejsze. Problem stanowi znalezienie stanowiska dogodnego do połowu. Trzeba się dobrze natrudzić, aby znaleźć kawałek wolnego miejsca od grążeli i innych roślin, na tyle małego aby chętnie przez nie przepływały ryby, ale na tyle dużego, by umożliwiały wymanewrowanie dużego karpia. Nieraz widać powalone do wody drzewo, którego część konarów wystaje nad powierzchnię zarośniętego lustra wody. To wręcz wymarzone środowisko przebywania dużych karpi w takim akwenie. Dobre miejsca znajdują się również tam, gdzie nad wolną pomiędzy roślinami nad powierzchnią wody zwisają gałęzie pochylonego drzewa. Żerują w takich miejscach zarówno przy dnie jak i przy powierzchni. Robactwo jest wtedy najbardziej skuteczne. Należy jednak podać przynętę z boku, zarzucając zestaw płaskim rzutem, kładąc zestaw cicho. Tak jakby przynęta niesiona powiewem wiatru, spadła z gałęzi. Mały spławiczek, np. kolec jeżozwierza. No ale to chytry i przyznaję ciężki sposób łowienia.

Jeżeli taki zbiornik znajduje się w okolicy i mamy możliwość częstego go odwiedzania, możemy sami w wybranym miejscu przygotować stanowisko przez ręczne przerzedzenie roślin. Lepiej jednak znaleźć dogodne stanowisko z twardym dnem i wodą na tyle wolną od roślin, aby można było swobodnie manewrować wędziskiem. Jeżeli powierzchnia akwenu jest duża w porównaniu do objętości jej w jeziorze, to oznacza, że w dzień szybko się będzie nagrzewać, ale i szybko stygnąć w nocy. W takiej sytuacji w nocy są słabe brania, a zaczynają się lepsze po wschodzie słońca i później, aż do wieczora, do momentu gdy zaczyna się ochładzać. Mizerne brania będą w dni pochmurne wietrzne i deszczowe. Na nocne dobre efekty można liczyć tylko gdy stosunek powierzchni jest mały do objętości wody jeziora. Raczej ten pierwszy typ zdarza się znacznie częściej.

Czasami jeziorka po starorzeczach lub naturalne stawy stanowią prywatne łowiska i te już są przygotowane nawet z przybrzeżnymi pomostami. Jednak zapomniane ukryte przed światem zbiorniki są zdecydowanie ciekawsze, tyle że zazwyczaj wymagają sporo trudu w wyszukaniu dobrych i dogodnych stanowisk. Przede wszystkim panuje tam spokój i błoga cisza przerywana tylko śpiewem ptaków i szumem drzew. Można tu wspaniale wypocząć psychicznie od codziennych kłopotów i stresów. Szkoda tylko, że takich miejsc jest coraz mniej.

W takich łowiskach polecałbym wędkę spławikową z niedużym czułym spławikiem lub gruntówkę z symbolicznym wręcz obciążeniem. Zdarza się, że w upalne letnie dni karpie wyraźnie żerują przy lustrze wody. Gdy dostrzeżemy taką sytuację niezastąpioną okaże się metoda połowu powierzchniowego z pływającą przynętą. Na płytkich akwenach tego typu żerowanie karpi przy powierzchni, zdarza o wiele częściej niż w wodach głębokich. Mają na to wpływ dwa czynniki: mała zawartość tlenu w wodzie przy upalnej pogodzie, a zarazem duża obfitość pokarmu na roślinach przy powierzchni lustra wody.

Jednocześnie zauważyłem, że w małych i płytkich akwenach karpie są bardziej kapryśne. Okresy brań są rzadsze i krótsze. Wody te podlegają większej wrażliwości na temperaturę, wiatr, braki tlenowe i ciśnienie atmosferyczne. Doświadczenie każe pamiętać, że w akwenach rzadko odwiedzanych przez ludzi, ryby wydają się bardziej płochliwe, gdyż obcy im jest nienaturalny każdy hałas wywołany przez człowieka. Wówczas nawet nadmierny szelest łamanych patyków, traw i trzcin może skutecznie odstraszyć karpie z łowiska, tym bardziej że w takich jeziorkach zazwyczaj łowimy z bardzo bliskich odległości. Tu polecałbym maskowanie się obok rosnącym krzakiem, drzewem, bądź choćby porastającymi brzeg trawami lub trzcinami. W takich miejscach nawet gwałtowny kaszel może wystraszyć ryby. Ale za to śródleśne jeziorka, czy też starorzecza ukryte wśród drzew i łąk napawają nasze oczy i uszy niebywałym bogactwem tętniącej życiem przyrody i pozwalają prawdziwie wypocząć z dala od miejskiego zgiełku i wrzawy.

Całkowicie odmiennymi akwenami są jeziora pożwirowiskowe. Zazwyczaj ich wielkość waha się od 6 do 15 ha i mają maksymalną głębokość od 5 do 12m, ale trafiają się i znacznie większe. Tu z rozmiarami akwenów podobnie jest jak z gliniankami. Często składają się z kilku plos połączonych ze sobą szerokimi pasami wody, stanowiącymi raczej przewężenia jezior.

Charakteryzuje je uboga roślinność wodna i przybrzeżna, ale z reguły bardzo zróżnicowane piaszczysto-żwirowate dno ze sporą ilością głazów i dobrze rozwinięta linia brzegowa o stromych i wysokich nabrzeżach. Zbiorniki te często mają podwodne źródła wody podziemnej. Zdarza się, że na dnie leży pozostawiona lina, czy zatopiona stara maszyna przekształcająca się, niczym okręt na dnie oceanu, w naturalne kryjówki dla ryb. Woda podnosząc swój poziom przez wiele lat powoli zalewa nadbrzeżne krzaki i powala do wody drzewa z obsuwających się skarp, tworząc tym samym dogodne środowisko dla życia ryb. Te sztucznie powstałe jeziora posiadają dużo podwodnych głęboczków, górek i rozległych wypłyceń przechodzących czasem w wysepki. Po paru latach istnienia zbiornika są już wydeptane ścieżki i zejścia nad wodę oraz dobre stanowiska wędkarskie. Jeżeli zbiornik jest własnością prywatną i utworzono zeń łowisko wędkarskie, są z pewnością pobudowane nabrzeżne pomosty, a i łódkę pewnie na niektórych można wypożyczyć.

Młode roczniki karpia przebywają zazwyczaj w okolicy krzaków i roślinności, w wodach przybrzeżnych i na rozległych wypłyceniach ciągnących się od brzegu w głąb jeziora. Pływają i żerują także wzdłuż brzegów. Duże okazałe egzemplarze można spotkać na łagodnych stokach głęboko położonych wypłyceń przybrzeżnych, połączonych z głównymi rowami i głębinami jeziora. Duże karpie lubią przebywać również na łagodnych stokach i blatach podwodnych górek, otoczonych znacznymi głęboczkami. Czasami, gdy na jeziorze są wysepki, przy nich również można spotkać łagodne stoki i podwodne blaty. Te stanowiska dają wędkarzowi największą szansę na złapanie medalowego dwucyfrowego karpia.

Mniejsze łapiemy na lekką gruntówkę ze sprężyną lub koszykiem, albo na spławikówkę. Bardzo dużą frajdę sprawia łapanie w nocy feederem ze świetlikiem na szczytówce. Duże karpie w strefie głębszych blatowych wypłyceń przybrzeżnych łapię zdecydowanie cięższą (mowa o karpiówce) wędką ze spławikiem. Gdy łowię z górek na plosie, używam ciężkiego kalibru karpiówek z ołowiem dennym, bądź dociążoną sprężyną, albo koszykiem żebrowym. Stosuję tu metodę wywożenia zestawu łódką, a łapię z brzegu lub pomostu.

Jeziora pożwirowiskowe są to zbiorniki niezbyt ciekawe krajobrazowo, ale za to mogące dostarczyć wiele wrażeń i emocji. Polecam te zbiorniki szczególnie początkującym karpiarzom. Brak roślinności ułatwia zadanie i pozwala nauczyć się prawidłowo reagować na gwałtowne zrywy w trakcie holu walecznej, dużej ryby. Znacznie będzie pomocne to doświadczenie na trudniejszych akwenach porośniętych grążelami i nenufarami, nad którymi jeszcze w dodatku zwisają gałęzie drzew.

Bardzo przypominającym akweny pożwirowiskowe, są zbiorniki zaporowe na rzekach, z tym, że są o wiele większe. Zdarza się, że płytkie zatoki są bardziej porośnięte roślinnością. Karpi szukamy właśnie w takich zatokach i w miejscach przypominających opisane w jeziorach pożwirowiskowych. Wybieramy jednak wówczas miejsca spokojnej wody, poza nurtem rzecznym. Podwodne rozległe górki są dobrymi stanowiskami szczególnie w stosunkowo młodych zbiornikach, gdy na dnie mogą znajdować się powalone butwiejące drzewa, pozostałe po wcześniejszym lądowym krajobrazie. Z reguły akweny te są zarybione karpiem zaraz po utworzeniu zbiornika przez jakieś towarzystwo wędkarskie.

Według mnie, chcąc poławiać duże egzemplarze, należy się skupić nad jednym może góra dwóch łowiskach. Wybrać z pośród wielu te najbardziej obiecujące. Pozostałe, jeśli są blisko domu, a nie rokują nic specjalnego, można najwyżej traktować jako akweny do eksperymentów i treningów. Ułatwi to nam dobór mniejszej ilości sprzętu potrzebnego do połowów, ograniczając wydatki. Zanim zdecydujemy się, prowadzimy uważną obserwację szczególnie nad ranem i wieczorami. Karpie, jeśli tylko są, wcześniej czy później same pokażą swoje rozmiary i miejsca stałego pobytu. Na odwiedzanych akwenach przez wędkarzy, warto skorzystać z ich wiedzy, ale lepiej wybierać stanowiska nieuczęszczane, gdzie ryb nikt nie płoszy i nie przekarmia. Taktyka skupienia się na konkretnie wybranym łowisku powinna zaowocować szybkim poznaniem zbiornika i co za tym idzie osiągać niezłe wyniki. Dobre zapoznanie się z wodą to podstawowa droga do późniejszych sukcesów. Z moich doświadczeń i tego, co słyszę od innych wędkarzy, najlepsze wyniki osiąga się w miejscach mało uczęszczanych. Jeżeli jest to zbiornik często odwiedzany, to należy unikać stanowisk wręcz okupowanych przez innych wędkarzy. Dlatego nie należy odrzucać myśli o wyjazdach daleko poza zasięg codziennych wypraw wędkarskich z dużych aglomeracji miejskich. Takie wyprawy pociągają za sobą większe wydatki, ale jeżeli znajdziemy dobrą karpiową wodę i poznamy ją, to emocje i efekty dadzą na pewno wiele satysfakcji i radości. Najlepiej do tego nadają się weekendy i urlopy. Jeżeli jedziemy na krótkie wyprawy starajmy się wyszukiwać w akwenie stanowisk ciągłego przebywania karpi lub tras stałych wędrówek. Nęcenie w takich miejscach przynosi szybkie efekty. Ciężej wówczas o duże sztuki, ale i to nie jest wykluczone po paru godzinach nasiadówy. Najważniejsze jest dobre poznanie ukształtowanie dna jeziora i panujących w nim zwyczajów karpi. Zapewni nam to pilna i uważna obserwacja jak i umiejętność wyciągania wniosków.

Jeszcze parę spostrzeżeń. Jeżeli mamy możliwość zapoznania się z akwenami o różnym charakterze to możemy wybierać je w zależności od pogody. Płytkie i małe łowiska szybko się nagrzewają, przez co są dobrymi w okresie wiosennym w pogodne, słoneczne i ciepłe dni. Natomiast przy ochłodzeniach zbiorniki te szybko się wystudzają i karpie słabiej żerują. Jeżeli mamy ochotę połapać metodą powierzchniową, to latem najlepsze są właśnie płytkie i małe dość zarośnięte akweny (śródleśne jeziorka, polne stawy, czy starorzecza tworzące jeziora). Woda bardzo się w nich rozgrzewa. Na roślinach następuje bujny rozwój larw, drobnych ślimaczków i wielu innych żyjątek. Małe natlenienie rozgrzanych wód dodatkowo wymusza na rybach przebywanie przy powierzchni, jako części najbardziej bogatej w tlen. Należy brać jednak pod uwagę, iż te zbiorniki są najbardziej kapryśnymi, gdyż najbardziej są podatne na wszelkiego rodzaju zmiany pogodowe jak: ciśnienie, temperatura, opady, wiatry itd. W okresie wiosennym i jesiennym małe zbiorniki wystudzają się znacznie szybciej, więc karpie biorą lepiej w godzinach południowych i popołudniowych, gdy woda zostaje podgrzana promieniami słońca. W dużych zbiornikach wiosną i jesienią karp, jeśli żeruje, to nie zauważyłem różnicy między dniem a nocą. Powolne wahania temperaturowe dużych mas wody zmniejszają wpływ temperatury na pobieranie pokarmu. Latem jednak, w upalne dni, karp odczuwa wysoką temperaturę i duchotę dnia i chętniej przyjmuje pokarm nocą. Szczególnie na początku nocy, gdy daje się odczuć pierwsze schłodzenie powietrza i zaraz po tym schłodzeniu.

Karp zdecydowanie osiąga szybsze przyrosty w zbiornikach o sporej wielkości i dobrze rozwiniętej strefie litoralu. Niekiedy roślinność zajmuje 30% i więcej całej powierzchni zbiornika. Jednak pomimo dużej odporności na niedobory tlenowe, nie lubuje się w wodach silnie zeutrofizowanych, z częstymi zakwitami fitoplanktonu. Wówczas potrafi zaprzestać całkowicie pobierania pokarmu.



Możliwość komentowania została wyłączona.